w poprzednim poście pisałem o katastrofach. akurat w dniu kiedy rozbił się samolot prezydencki byłem w Warszawie, ale nie dałem się sprowokować masowemu wybuchowi hipokryzji i z łóżka tego dnia wyszedłem po to tylko, żeby spotkać się z klientami. jednak nawet czekając pod Rotundą dało się zauważyć, że coś Polską ruszyło.
Bronica ETRs plus slajdzik Provia.
piątek, lipca 30
poniedziałek, lipca 12
powódz
jak niemalże każdy w Polsce, miałem chociaż moment styczności z jedną z trzech wielkich katastrof: rozbiciem się prezydenckiego samolotu, powodzią i wyborami. poniżej powódz w Krośnie, dokładniej na targowicy. nam zalało tylko najniższą część piwnicy, ale niestety nie wszyscy mieli na tyle szczęścia.
piątek, lipca 9
zakonnice
pamiętam taki okres mojego życia - głownie na studiach - że z aparatem nie rozstawałem się nawet idąc do sklepu pod blokiem. jak miałem jeszcze Canona 300d czyli "trabanta" to w torbie Tenby było dużo miejsca, ale jak dołożyłem do niej średni format - Pentax ze standardem plus tele - to szwy na pasku mocno trzeszczały. jednak nigdy nie zrobiłem zdjęcia, dzięki któremu byłbym sobie wdzięczny za noszenie torby wychodząc ze śmieciami. w poniedziałek sobie to zrekompensowałem.
zdjęć zrobiłem trzy - bronica etrs plus 150/3.5 z chińskim filmem iso100 - ale tylko jedno, pierwsze wyszło mi nie poruszone. niestety bujanie łódki na której wtedy płynęliśmy nie wpływało zbyt pozytywnie na stabilizacje obrazu. za dwa tygodnie zobaczymy jak wyszedł slajd.
zdjęć zrobiłem trzy - bronica etrs plus 150/3.5 z chińskim filmem iso100 - ale tylko jedno, pierwsze wyszło mi nie poruszone. niestety bujanie łódki na której wtedy płynęliśmy nie wpływało zbyt pozytywnie na stabilizacje obrazu. za dwa tygodnie zobaczymy jak wyszedł slajd.
wtorek, lipca 6
wakacje
w tym roku ze względu na moją byłą dziewczynę, wziąłem na wakacjach mniej zleceń. chciałem żebyśmy mieli więcej czasu dla siebie na weekendach niż wakacje wcześniej. cóż - mogłem do tego podejść jednak bardziej egoistycznie. zresztą takie podejście byłoby za każdym razem bardziej rozsądniejsze. w każdym razie mam teraz więcej czasu dla siebie, który muszę bardziej spożytkować, bo póki co tkwię jeszcze w pewnym marazmie życiowym, podczas którego powinienem w końcu odpowiedzieć sobie na pytania: co tak naprawdę chcę robić i osiągnąć w życiu, oraz z kim je chce spędzić. zawsze jednak jak siadam żeby się nad tym zastanowić, to zupełnie inne myśli chodzą mi po głowie. no ale ziemniaczki powolutku się gotują:)
na weekendzie pojechaliśmy z kondiozem, Eweliną, Łukaszem oraz jego żoną Dorotą, na Solinę - pierwszy dzień spędziliśmy na pogaduchach przy wszelakiego rodzaju alkoholu(w dodatkowym towarzystwie sąsiada, który potrafi w bardzo dystyngowany sposób wymiotować podczas konwersacji - 50lat na karku czegoś uczy)ognisku i spalonej karkówce. drugi dzień to czyste lenistwo - pływanie, opalanie się, wiosłowanie i popołudniu przestrzelenie kilku rolek filmów. narazie tylko kondiozowe polaroidy można zobaczyć, ale jutro siądę i wywołam 8 shanghajów, ilforda i jeszcze jakieś BW. w tygodniu na sesji przestrzelam resztę koloru, który mi został w dupkach od bronici i zeskanuję je. zeskanuje na swoim nowym Epsonie v700, którego kupiłem specjalnie pod średni format i pod szitki 4x5cala, z mojej właśnie powstającej kamery otworkowej. nabyłem też rękaw ciemniowy - rzecz jasna z Chin ściągnięty, bo w PL kosztuje 150PLN a na ebayu 15$ z wysyłką. marzę jednak żeby w końcu uruchomić sobie powiększalnik i przy piwie siąść w ciemni i porobić odbitki.
zdjęcie: kondioz (mamiya RB67 plus Fuji 100C)
stylizacja i model: schabu
muza fotografa: Ewelina
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


















